27 grudnia 2006

Z dziennika Johna Briget [II]

Co drugi dzień piszę list o wyzwolenie

/poniedziałek/

mleko mojej matki starannie przechowuje
w kokonach z mandarynek na wypadek jakby
do naszego domu znów weszło wojsko obwieszczając
że od tej chwili jakiekolwiek decyzje zapadające na zewnątrz
zapadać będą przez przypadek

/środa/

kiedy piszesz w listach z anglii że tam też dostajesz po dupie
tylko za lepsze pieniądze łudzę się ciągle tym że pewnie pracujesz
w tesco jednak w gruncie rzeczy każdy inny postawiony
na moim miejscu z części ustnych dokonuje twojej niewierności
tak najzupełniej

/piątek/

między tu a tam różnic jest niewiele z tym że kamienie które
wpychają nam w usta smakują zupełnie inaczej przynajmniej
tak twierdzą ci których zewidencjonowano w rubrykach pod hasłem
do podpałki dziewczyny z biesłanu przychodzą do mnie jeszcze
czasem aby postawić im kolejkę krwawej mery to naprawdę
dziwne uczucie kiedy wypijamy za ich zdrowie

/niedziela/

moja krew odhacza z drzew świadomość nieudacznika a niewidomi
łzawią ze śmiercią na twarzy która akceptuje życie z otwartymi oczami
czasem tylko modlę się o to abyś zdążyła odpisać zanim uśpią mnie
w negatywie pozbawionym utleniacza.
[jakub jóźwicki]

Brak komentarzy: