30 lipca 2007

Z dziennika Johna Briget [ VI ]

Prawdziwego mężczyznę poznaję się po tym jak kończy

Nieskoordynowana przestrzeń ociera się o popękane od deszczy ściany kamienic
Podbijam widnokrąg tępym nożem a próbna ewakuacja przed czasem obślinia
dworce w których ponoć licytowano tych co mieli już nie wrócić Za oknem
bloki stają się hurtownią arek Noego Publiczne szalety pękają w szwach Drzewa
jak niewinni nabierają praw do rozgrzeszania Zaczyna mnie przerażać ujędrniający
się smak myśli cudzych kobiet Ciągle pada i nie zanosi się na lepsze Brud spod
paznokci chowa się głębiej by nie rozpuścić się na dobre a cały świat ma posmak
grzybów halucynogennych w rozkładzie na light cole i paczkę tanich papierosów
Nienawidzę niedziel w tym mieście Półnaga bezosobowość jutra rozkłada przed
drzwiami swoje martwe uda Napisałem kiedyś wiersz o tym że nie chce
umierać ani zmartwychwstawać bo nie potrafię
Teraz się tego boję



Fot. Marysia Twardo

Brak komentarzy: