Bez słowa odeszła za dworcową ścianę. Siedziałem w pociągu.
na wspak pospolita naturalizacja od
nasyceń przed siebie wracam jak najdalej
po wąskim korytarzu w szponach odciśniętych
stóp
w tłumie
z poezją Morrisona kupioną za dwanaście
siedemdziesiąt gdzie ( Karabin snajpera
jest przedłużeniem jego oka
zabija swoim śmiertelnym spojrzeniem)
zaszczuty pokornie wstyd na dobranoc
że nie zawołam cię po imieniu
31 lipca 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

1 komentarz:
zakręciło sie w głowie ^^
Prześlij komentarz