09 sierpnia 2007

Z dziennika Johna Briget [ XIV ]

Egzaltacja na zakładzie




kiedy socjobiologiczny defekt podskórnie zlizuje
pocałunki z rzęs unerwiony na obrzeżach błękit
nieba kadruje wszystkie twoje blizny z
pogryzionych łydek starannie balsamowanych
ręką którą wczoraj żegnałaś małych powstańców
odkształcając przy tym z podartych pasów jezdni strach
że zanim napiszę byś zasnęła bardziej niż w pobliżu
uciekniesz jak z wypalanej trawy zrywając ścięgna
nabrzmiałe od mchu

boskość odmierza się w jednostkach
ból źrenic jak miasto nie wydaje się na miejscu
więc wysiadamy dalej uprowadzając się nawzajem
w zapachu smażonych ziemniaków wydanych nie
w tym okienku co trzeba z uśmiechem na twarzy
jak z domu dziecka odciśniętym niczym linie
papilarne na bilecie którego nie chce przyjąć z powrotem
z nadzieję że wrócisz po raz kolejny przed opóźnionym
odjazdem

na myśl o przeszłości tli się we mnie burksizm mniej
więcej taki sam pozostaje żal po oddechu bo przecież
wyświechtany kwiat wciąż będzie się prasować w tej
książce bo przecież będę wykluczony a gorzki transatlantyk
szybko wyznaczy swoje granice więc nie poddając wątpliwościom
wciskasz się w nozdrza po trzykroć na wypadek gdyby można
było podnieść jeszcze rękę nie będąc proszonym o odpowiedź
choć tam gdzie kwitną poziomki jesteś sadem uproszonym o ciszę

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

bardzo przyjemnie łaskocze...

Anonimowy pisze...

no pięknie opisana historia podróży :>

Anonimowy pisze...

just incredible.

Anonimowy pisze...

Przepraszam, ale nie wiem co to znaczy burksizm. Proszę o pilną pomoc.

Anonimowy pisze...

http://pl.wikipedia.org/wiki/Bruksizm