Egzaltacja na zakładzie
kiedy socjobiologiczny defekt podskórnie zlizuje
pocałunki z rzęs unerwiony na obrzeżach błękit
nieba kadruje wszystkie twoje blizny z
pogryzionych łydek starannie balsamowanych
ręką którą wczoraj żegnałaś małych powstańców
odkształcając przy tym z podartych pasów jezdni strach
że zanim napiszę byś zasnęła bardziej niż w pobliżu
uciekniesz jak z wypalanej trawy zrywając ścięgna
nabrzmiałe od mchu
boskość odmierza się w jednostkach
ból źrenic jak miasto nie wydaje się na miejscu
więc wysiadamy dalej uprowadzając się nawzajem
w zapachu smażonych ziemniaków wydanych nie
w tym okienku co trzeba z uśmiechem na twarzy
jak z domu dziecka odciśniętym niczym linie
papilarne na bilecie którego nie chce przyjąć z powrotem
z nadzieję że wrócisz po raz kolejny przed opóźnionym
odjazdem
na myśl o przeszłości tli się we mnie burksizm mniej
więcej taki sam pozostaje żal po oddechu bo przecież
wyświechtany kwiat wciąż będzie się prasować w tej
książce bo przecież będę wykluczony a gorzki transatlantyk
szybko wyznaczy swoje granice więc nie poddając wątpliwościom
wciskasz się w nozdrza po trzykroć na wypadek gdyby można
było podnieść jeszcze rękę nie będąc proszonym o odpowiedź
choć tam gdzie kwitną poziomki jesteś sadem uproszonym o ciszę
09 sierpnia 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

5 komentarzy:
bardzo przyjemnie łaskocze...
no pięknie opisana historia podróży :>
just incredible.
Przepraszam, ale nie wiem co to znaczy burksizm. Proszę o pilną pomoc.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Bruksizm
Prześlij komentarz